NA ROZDROŻU…

NA ROZDROŻU…

Czyli, gdzie nie wystawiać swoich prac…

W życiu każdego rękodzielnika przychodzi taki czas kiedy zaczyna się zastanawiać: „czy to ma sens”?

Właśnie takie pytanie zadałam sobie po Jarmarku Rzeczy Ładnych w Chorzowie ( dom kultury Batory). Pani organizatorka zapewniła nas na wstępie, że nie dopuszczono do sprzedaży „chińszczyzny” ani masówki robionej maszynowo. Okazało się to jednak podłym kłamstwem. Przeglądając wszystkie stanowiska trafiłam na ludzi bardzo zdolnych. Zachwyciła mnie pani wykonująca sutasz z precyzją jubilera, prace z filcu ( dwa osobne stanowiska), malowana odzież, porcelana robiona w różnych ciekawych technikach, porcelana Bolesławiec, Pani wykonująca frywolitkową biżuterię, młoda dziewczyna, która piękne rysowała i malowała ( miała zdawać na ASP) i wiele innych osób. Były też takie stanowiska, które mnie rozczarowały.
   Podeszłam do Pana, który miał stanowisko obok mnie. Z pozoru pięknie grawerowane skrzyneczki w różne skomplikowane wzory. GENIUSZ! Pomyślałam. Pytam jaka to technika, a on odpowiada: to jest robione maszynowo. Cały czar prysł… Wszystko okazało się jednym wielkim kłamstwem! Zwłaszcza, że ta sama osoba była również tydzień temu na kolejnej edycji ( inni twórcy mogli wystawiać się tylko 3 lub 10 grudnia). I CZYM JEST CIĘŻKA PRACA RĘKODZIELNIKA W PORÓWNANIU ZE ZNAJOMOŚCIAMI I KŁAMSTWAMI, BYLE BY TYLKO ZDOBYĆ KLIENTA?!
   Jestem kompletnie rozczarowana Domem Kultury Batory, organizatorami jarmarku oraz faktem, że wśród znakomitych twórców znalazła się osoba, która bezczelnie sprzedawała pracę maszynową pod hasłem „rękodzieło”!!!!
    Pytam się dzisiaj czy moja praca ma sens? Skoro ludziom można wmówić, że białe jest czarne, i że kupa zapakowana w złoty papierek może nazywać się rękodziełem! Może trochę ostro… ale nikt się z nami się nie cacka, gdy wystawiamy nasze prace. Niektóre komentarze są upokarzające, poniżające i kompletnie zniechęcające. Nadal w tym kraju ubóstwia się „chińszczyznę” – byle tanio, byle na promocji, byle jak byle by tylko nazywało się „rękodziełem”. Ale wiecie jak to się powinno nazywać? „ŚMIECHO-DZIEŁO”! Bo jarmark w Chorzowie wyśmiał się nam prosto w twarz! Bo wielu ludzi wyciera sobie gębę tym słowem i wciska ludziom KIT!
   Czy moja praca ma sens? Czy kiedykolwiek odpowiem sobie na to pytanie? Może czas pokarze… 

Moi drodzy, życzę wam, żebyście nigdy nie trafili do takiego miejsca jakim jest Jarmark w Chorzowie, bo to tylko potrafi zniechęcić do dalszej pracy!

 

Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *